logotype

Nabożeństwa

niedziela 10.00 i 18.00

wtorek 18.00

 czwartek: 18.00 (modlitewne)

  piątek 18.00 (młodzieżowe)

Terminarz

wrzesień 2017
P W Ś C Pt S N
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
Przywodzę sobie na pamięć

3 grudnia 2013, Dawid Dragan

dawid 1

„Przywodzę sobie na pamięć nieobłudną wiarę twoją, która była zadomowiona w babce twojej Loidzie i w matce twojej Eunice, a pewien jestem, że i w tobie żyje.”2Tym.1,5.

 

Chwała Bogu!

Drodzy przyjaciele, mam na imię Dawid i chciałbym opowiedzieć jak Pan Jezus Chrystus stał się moim osobistym Zbawicielem. Wszystko to, co przedstawię nie zamierzam zbędnie ubarwiać, ale pragnę dzielić się z wami prawdą i szczerością. Wierzę, że moje świadectwo przyniesie dla was pokój i błogosławieństwo.

 

Miałem wielki przywilej dany od Boga, że urodziłem się w rodzinie Chrześcijan Wiary Ewangelicznej. Korzenie naszego chrześcijaństwa sięgały do początków XX wieku, gdzie w południowo-wschodniej Polsce w powiecie gorlickim w roku 1927 dotarła ewangelia zbawienia, zwiastowana przez emigrantów z dalekiej Rosji. Boże powołanie objęło bardzo wiele wiosek, w których zamieszkiwała ludność pochodzenia łemkowskiego. Przyjęcie prawdy związane było z prześladowaniami ze strony sąsiadów, ale pomimo trudności ten młody zbór rozwijał się będąc prowadzony Łaską Ducha Świętego i strzeżony przez Pana. Było wiele uzdrowień z chorób, bracia byli posyłani przez Ducha po wioskach by opowiadać innym dobrą nowinę o przebaczeniu grzechów przez Pana Jezusa Chrystusa. Natomiast w roku 1947 podczas wysiedleń na ziemie odzyskane wierzący zostali przesiedleni. Wielu z nich zamieszkało w województwie wrocławskim. I znowu zaczęli organizować społeczności po domach, a Pan ich mocno błogosławił. Dzięki temu powstało wiele zborów i znaczna liczba Polaków pokutowała i nawróciła się.

 

W związku z czym, jako chłopiec wychowywałem się w środowisku kochającym Boga, wiodącym uświęcone życie, czy to w rodzinnym domu, czy w zborze. Otoczenie i środki wychowawcze sprzyjały mi do upamiętania i wiary w Jezusa Chrystusa. Rzeczywiście tak było! W rodzinnym domu rodzice prowadzili życie modlitewne, ich społeczność z Bogiem była widoczna i odczuwalna. Dzisiaj po wielu latach odkrywam i doceniam to, co mogłem oglądać w domu. Ich życie pokrywało się z tym, co nas nauczali i od nas wymagali. Pamiętam, jak często za nosili za nas modły do Pana. W ich modlitwach było wiele łez i troski serca kochającego Boga i pragnącego swoje dzieci wychować w karności dla Pana. Wołali o Łaskę, mądrość i siły, a Bóg odpowiadał i obdarowywał.

 

Dziękuje Bogu, że obdarował nas wspaniałymi rodzicami. Dziękuję Panu za mamę, poświeciła ona dla nas bardzo wiele czasu, uczyła nas pieśni, czytała z nami Słowo Boże - Biblię. Kiedy byłem dzieckiem, lubiłem śpiewać jedną znaną chrześcijańską pieśń. Słowa pierwszej zwrotki brzmią: „To wcale nie tak wielki trud Zbawienie posiąść tu; Daj serce Panu, by cię wiódł. I szczerze uwierz mu”, a refren głosi: „A na końcu twej podróży Pan Koronę da, Jeśli przy nim wytrwasz wiernie, Pan koronę da, Pan koronę w niebie da”. Często śpiewałem tę pieśń z pamięci, a refren powtarzałem na okrągło.

 

Natomiast drugim elementem naszego środowiska, był zbór. Musze powiedzieć, że społeczność, do której należeli moi rodzice była rzeczywiście prowadzona Świętym Duchem. Nabożeństwa były niezwykle żywe, nie z powodu głośnej albo spontanicznej muzyki, ale z powodu przepełniającej mocą zgromadzonych obecności Pana. Usługi braci były pod pomazaniem Ducha, co przynosiło pobudzenie do serc słuchających, rodziło wiarę, a modlitwa była jak szum wielu wód. Na zgromadzeniach były objawienia i odkrycia przez Ducha do zboru, jak i do poszczególnych członków. Widoczna i odczuwalna Boża obecność rodziła bojaźń w sercach dorosłych, jak i nas dzieci. Często na zgromadzeniach przepraszałem Boga, bojąc się by Pan nie odkrył przed wszystkimi moich upadków. Uczestnictwo w szkółce biblijnej, przynosiło mi bardzo wiele radości. Pamiętam, kiedy nauczyłem się pisać i mogłem prowadzić zeszyt ze szkółki ile to przynosiło mi radości i dziecięcej dumy.

 

Drodzy Przyjaciele! To, co opisuję powyżej, dało tylko pobudkę do poszukiwania Boga. Od kiedy pamiętam, zawsze osoba Pana Jezusa była mi bliska, od najmłodszych lat wiedziałem, że chcę służyć Bogu. Często, jako chłopiec podczas śpiewanych pieśni, odczuwałem skruchę, później nachodziła mnie obecność Pana i to wyciskało łzy, zapalało do modlitwy. Zamykałem się wtedy w pokoju, podnosiłem ręce i modliłem się do Boga o swoje dziecięce życie. Wyznawałem grzechy: nieposłuszeństwo w drobnych sprawach rodzicom, małe kłamstewka, upartość itp. A Bóg przez łaskę obdarzał mnie pokojem, radością, przenikał i napełniał miłością do ludzi, kościoła, rodziców, i samego siebie. Chcę przy okazji jeszcze raz Bogu podziękować, że akceptował mnie od samego początku. Chwała Bogu! Alleluja!

 

Moje serce, jako dziecka pragnęło głębokiej społeczności z Panem, marzyłem aby być jego sługą, gdzieś głęboko w sercu odczuwałem powołanie do kaznodziejstwa. Wiedziałem, bo tak nas nauczano w zborze, tak nauczali rodzice, że najgłębsza społeczność z Bogiem odbywa się przez Ducha Świętego. Nauczano, aby do tego dojść trzeba być ochrzczonym Duchem Bożym, a to czyni Pan Jezus Chrystus. W zborze często były modlitwy o Chrzest Duchem Świętym i często ta łaska napełniała serca nie tylko dorosłych, ale dzieci, moich rówieśników. Widziałem wiele razy jak Pan Chrzcił Duchem, modlitwa się kończyła, a te osoby napełnione mocą Bożą chwaliły Pana na obcych językach, śpiewały duchowe hymny. Często bywało tak, że Pan napełniał braci i siostry i oni śpiewali cudowne pieśni w obcych językach. Było to jak anielski chór, wówczas czuliśmy się jak w niebie. Moje serce tęskniło, a rodzice zachęcali do modlitw o tę łaskę.

 

foto_17Chciałbym teraz opowiedzieć jak Pan ochrzcił mnie Duchem Świętym. Miałem wtedy trzynaście lat. Rodzice mówili nam, że Pan Jezus chrzci tylko serca przygotowane. Nie może w sercu znajdować się grzech. Wszystko musi być czyste i szczere, a oczyścić z grzechów może tylko Krew Pana Jezusa. Dlatego przed każdym spotkaniem modlitewnym, oczyszczaliśmy i rozsądzaliśmy swoje życie. Rodzice nauczali nas postów. Post trwał od rana aż do wieczora, w tym czasie mieliśmy myśleć o sprawach Bożych, czynić dobrze. Bywało tak, że proponowano nam krótszy post do ustalonej godziny podczas dnia. Byliśmy w tedy jeszcze mali i rodzice obawiali się o nasze zdrowie.

 

Kiedy modliłem się o chrzest Duchem Świętym, to nie stało się to na pierwszej modlitwie, moje zabieganie trwało jakiś czas, dwa lub trzy lata. Pan Bóg doprowadził moje serce do uniżenia, zależności, gorliwości i usilnej modlitwy. Chrzest Duchem nie zawsze przychodzi z łatwością, ale ta sprawa wymaga usilnej modlitwy, uświęcenia, zaufania Jezusowi sercem i umysłem. Wielokrotnie wracając ze spotkań modlitewnych byłem napełniony wielką radością, miłością, łaską, ale wiedziałem, że to nie jest jeszcze to czego szukam, ponieważ Biblia i bracia nauczali i mówili: To musi być tak jak u Apostołów: Oni mówili językami. I ja tego się trzymałem.

 

Aż nadszedł mój dzień, była to modlitwa o chrzest w Duchu Świętym, Obiecałem sobie, że tego dnia Bóg ochrzci mnie Duchem. Kochani!! Wcześniej też tak sobie obiecywałem, a wracałem nieochrzczony. Ale tego dnia byłem naprawdę zdecydowany, to było jakieś inne obiecywanie, w tym była gorliwość i ogień z bojowym nastawieniem. Nabożeństwo modlitewne trwało ok. 3 godzin. Było gorliwe, Pan błogosławił, ja natomiast, płakałem, wołałem i nic się nie działo. Czułem Bożą obecność, ale chciałem czegoś więcej. Modlitwa powoli się kończyła, a ja jeszcze nie osiągnąłem celu, z którym przyszedłem. Widząc, że spotkanie będzie miało się ku końcowi, postanowiłem zaangażować się całym sercem w to, przestałem zwracać uwagę na innych, na głośność mojej modlitwy, ale wołałem z głębi serca, całym sobą, wyznawałem grzechy i obiecywałem Panu wierność. I wtedy, pamiętam jak nabierałem świętej odwagi, rozpalałem się jak nigdy, czułem jak Pan jest blisko, wiedziałem, że jest tym Bogiem którego szukam. Boża obecność tak mocno mnie przenikała, że zacząłem się trząść, i wtedy mój język zaczął oddawać Panu cześć w sposób niezrozumiały. Czułem jak ktoś porusza moim wnętrzem, steruje moim językiem. To było to, czego szukałem. Obce słowa, miłość, pokój, siła, wszystko, co najlepsze wypełniło moje serce, To było cudowne. Chwała Bogu za to, życzę każdemu, kto nie doświadczył tej łaski, aby zabiegał o nią całym sercem. Alleluja! Duch zaniesie kościół na spotkanie z Panem, On uświęci i przygotuje nas na dzień ostateczny. Szukajmy Pana i mocy jego!

 

Wspomniałem już, że Pan ochrzcił mnie Duchem Świętym w wieku trzynastu lat. Ale to jeszcze nie wszystko, o co powinien zabiegać i co uczynić naśladowca Pana Jezusa Chrystusa. Każdy człowiek, który uwierzy musi się ochrzcić. Jest to chrzest wiary, dlatego musi go przyjąć osoba dojrzała i świadoma. Teraz, kiedy Pan napełnił mnie Duchem, pragnąłem chrztu wodnego, byłem jeszcze dzieckiem, kochałem Pana, ale decyzja pójścia do chrztu musi być decyzją dojrzałego człowieka.

 

Dlatego musiałem jeszcze podrosnąć, oraz nabyć mądrości i Łaski u Boga.

 

Diabeł chciał porwać moje serce, lecz Pan mnie chronił. Okres pomiędzy 14 a 17 rokiem życia to okres, kiedy świat rozbudził we mnie miłość do sportu. Bardzo lubiłem grać w piłkę, ale wtedy rozpaliła się we mnie namiętność do chodzenia na mecze sportowe, kupowania gazet i czasopism sportowych. Choć nigdy nie byłem pseudokibicem, ani nie oddawałem siebie kibicowaniu. Znałem swoje miejsce, że ja chcę służyć Bogu. Czułem jednak wtedy jak jestem wypalony z moich marzeń a powołanie przygasło. Przychodziły myśli, że ja jestem powołany by być obojętnym członkiem kościoła. Czułem, że to nie jest w porządku, brakowało mi czegoś ponownie. Dziś wiem, że było to zaniedbanie i w ten sposób przychodziła degeneracja. Bóg jednak kochał mnie nadal, On znał moje serce, ponieważ w sercu tęskniłem i utożsamiałem się z Panem.

 

Nadszedł pewien dzień, kiedy u nas w domu mieliśmy gościa. Ciocię mojego taty, a siostrę mojej babci. Była to osoba pobożna, którą posługiwał się Duch Boży. Czułem zawsze z nią duchową więź. Kiedy byłem jeszcze dzieckiem ona widziała we mnie Boże uzdolnienie i wybranie. I tamtego dnia, gdy przyszedłem z boiska, a Ona stała na podwórku i zadała mi wtedy jedno pytanie: Dawid czy służysz Bogu tak jak byłeś młodszy? Odpowiedziałem: Ciociu, ja jestem zwykłym człowiekiem, nie nadaje się do tego! A ona rzekła: Dawid, Bóg obdarował cię tym od dzieciństwa! Przyjaciele, coś we mnie zabiło, te słowa mnie oświeciły i pokutowałem, przepraszałem Boga za obojętność. Pan pobudził mnie i przebaczył. Wtedy w naszym zborze bracia wzywali do pokuty i do chrztu wodnego. Kiedy ja o tym usłyszałem, nie mogłem się odgonić od wewnętrznego głosu: Idź do chrztu. Chodziłem i ciągle śpiewałem pieśń: „Czy ty chcesz pójść za nim, Tam do niebios bram?” Musiałem dać odpowiedź na wzbudzone pragnienie i powołanie.

 

Konsultowałem to ze starszymi od siebie, czy decyzja chrztu w tak młodym wieku jest odpowiednia. Miałem wtedy niecałe siedemnaście lat. Chciałem obliczyć koszt budowli, którą zamierzałem wznosić, czy wystarczy mi na wykończenie. Wszystko to przeżywałem, rozważałem, bojąc się czy nie jest to chwilowy zryw emocji. Ale Pan błogosławił i upewniał mnie. Podjąłem decyzje: oddam się cały Panu.

 

W dniu 11 czerwca 2000 roku przyjąłem chrzest wodny. Był to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Ubrany w biel mogłem złożyć świadectwo wobec wszystkich, że wybrałem Jezusa. Słońce bardzo mocno świeciło tego dnia, kiedy staliśmy na brzegu, czułem się szczęśliwy. Kiedy wszedłem do wody, a pastor modlił się za mną, do dziś pamiętam wypowiadane słowa prośby i błogosławieństwa. Wyznawszy wiarę i ślubując wierność Bogu zostałem zanurzony i zawierzyłem Bogu swoje życie. Były to chwile cudowne, czułem jak światłość bije ze mnie, zdawało mi się, że mogę „latać”. Po prostu morze szczęścia, pokoju i łask wypełniło moje serce. Wszedłem całym sercem obmyty na ciele wodą czystą na drogę, której kres jest w niebie - Nowym Jeruzalem.

 

Drodzy przyjaciele, nie żałuję ani na chwile mojej decyzji, mojego życia ukrytego w Chrystusie. Może żyję inaczej niż uwczesny świat, który jest wyuzdany i powoli obdarty z tego, co dobre. Ja znajduję w Chrystusie radość, pokój, powodzenie, choć nieraz i łzy lub trudności. Warto zaufać Jezusowi i być posłusznym jego nauce. Bóg, którego zwiastujemy jest Bogiem Żywym, prawdziwym i kochającym każdego człowieka. Jego miłość objawiona w Chrystusie jest niewyczerpana i nieogarnięta. Dlatego:„Wierz w Pana Jezusa a będziesz zbawiony ty i cały twój dom.”(Dzieje 17:31)

 

Dawid Dragan

 

„Ale ty trwaj w tym, czegoś się nauczył i czego pewny jesteś, wiedząc od kogoś się tego nauczył. I ponieważ od dzieciństwa znasz pisma święte, które cię mogą obdarzyć mądrością ku zbawieniu przez wiarę w Jezusa Chrystusa”

2 List do Tymoteusza 3:15