logotype

Nabożeństwa

niedziela 10.00 i 18.00

wtorek 18.00

 czwartek: 18.00 (modlitewne)

  piątek 18.00 (młodzieżowe)

Terminarz

maj 2017
P W Ś C Pt S N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4
Moja droga zbliżania się do Prawdy Bożej

20 sierpnia 2016, Mieczysław Krzystyniak

mkrzystyniak Bóg, stwarzając człowieka, wszczepił w niego szczególne cechy na swój, Boży obraz
i na podobieństwo.

Rozumiem, że to podobieństwo urzeczywistnia się w dużym zakresie, a przede wszystkim w takim, aby człowiek mógł zrozumieć, że nie jest w życiu sam, ale jest w nim coś, co daje mu pragnienie zbliżania się do Boga. Człowiek często nie zdaje sobie nawet z tego sprawy. Myślę, że człowiek po części potrafi zastanawiać się nad tym głosem lub innym przekazem tego instynktu. To może potwierdzić Boże prowadzenie oraz ochronę w różnych sytuacjach życiowych. Nieograniczone jest działanie Boga w stosunku do nas, ludzi. Cudownie to Bóg uczynił.

Bóg ma różne sposoby, by przemówić do człowieka (Hebr. 1, 1-2) Osobiście uważam, że każdy człowiek w swoim życiu ma swój czas, według woli Bożej, by usłyszeć głos Boży w formie dla człowieka najbardziej odpowiedniej, wchodzącej w dzieło Bożego planu. Albowiem napisane jest, że niezbadane są dzieła i wyroki Boże. Dla nas jest błogosławieństwem, kiedy możemy znaleźć się w cząstce dzieła Bożego ku Jego chwale.

Cudowną i największą obietnicą jest to, że możemy stać się uczestnikami Boskiej natury, Boskiego charakteru, czyli cząstką Boga. Sam Pan Jezus nazywa nas dziećmi Bożymi. Jeśli jesteśmy dziećmi, to też dziedzicami. Zostało przed nami szeroko otwarte bogactwo dziedziczenia Bożego, a to chyba najwspanialsze - mieć w nim udział.

Szczęśliwy jest ten, który może się rozpoznać jako dziecko Boże. Jest już na takim etapie, gdzie może czytać z obrazu Boga, porównywać się z drogą Jego miłości, czy jego droga może być chociaż w niewielkim stopniu zbliżona, podobna do Bożej. Bóg obficie obdarza, na tyle, na ile nasze naczynie jest zdolne przyjąć.

U mnie zaczęło się dość wcześnie. Miałem około dziesięciu lat. Pomimo, że wychowywany byłem pobożnie, z różnymi praktykami stosowanymi w naszym domu, to nie zaspokajało to mojego wnętrza.

Czułem niedosyt, słuchając opowiadań i przepowiedni ludzi starszych. Doprowadzały mnie one jedynie do strachu i niepewności. Trzymałem się kilku wyuczonych modlitw, przekazanych przez mamę czy z nauki katechizmu. To dodawało mi czasami odwagi, gdy szedłem lub biegłem wśród nocy przez niebezpieczne miejsca, których nie można było ominąć.

Była taka chwila w moim życiu, około południa, kiedy zaganiałem zwierzęta
z pastwiska. Pędząc wyznaczoną drogą, rozglądałem się na przyrodę, bydło i to, co mogłem odczuć moimi zmysłami. Przypomniały mi się wtedy niektóre przepowiednie, wypowiadane przez ludzi w naszym domu. Zapragnąłem wtedy zaglądnąć głębiej w te tajemnice, które otaczały moją istotę. Wzniosłem głowę do góry, ku niebu, i półgłosem wołałem: Boże, jeśli Ty istniejesz, pozwól mi poznać tajemnice, o których ludzie tak dużo mówią: te dobre i te złe, abym mógł iść właściwą drogą, abym potrafił rozróżnić. Nie pozwól mi żyć w zakłamaniu. Jeślibym szedł za daleko niewłaściwą drogą, ustrzeż mnie we właściwym czasie. Chciałbym iść tylko drogą, która należy do Najwyższego i Tobie się oddać.

Nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak Bóg realizował moje marzenia w czasie, to był proces, podczas którego przeżywałem i wzloty, i upadki. Później zrozumiałem, że to wszystko było potrzebne dla utwierdzenia, przepławienia, oddzielenia szlachetnego kruszcu od nieszlachetnego. Poprzez przepławienie, jakby przez ogień, mogłem być utwierdzony, przekonany o prawdziwości zagadnień mnie nurtujących. Był to naprawdę długi i mozolny proces, wymagający samozaparcia, cierpliwości, nakładów finansowych i nieprzespanych nocy. Kosztowało mnie to bardzo dużo czasu. Studiowałem filozofię, psychologię, religioznawstwo oraz doktryny różniące religie chrześcijańskie. Potrzebna była przebiegłość dociekania rzeczywistości, ponieważ przywódcy wyznaniowi bronili swoich doktryn. Szukanie tego, co najbardziej bliskie prawdy było bardzo trudne.

W obecnym czasie „ja” przywódców wyznaniowych góruje nad miłością. To ego powoduje podziały, rozdzielenia, rozdarcia, a w to miejsce wszczepiany jest osąd, oskarżenia. A prawdziwa religia opiera się na miłości. Miłość bowiem łączy. Miłość jest z Boga. Tam, gdzie jest podział, nie ma miłości, nie ma Boga. Bóg jest miłością. Gdzie jest rozdwojenie, tam na pierwszym miejscu jest ego, a gdzie jest ego, nie ma miłości, tylko osądy i oskarżenia.

Jezus powiedział: A jeśliby kto słuchał słów moich, a nie przestrzegał ich, Ja go nie sądzę; nie przyszedłem bowiem sądzić świat, ale świat zbawić. Kto mną gardzi i nie przyjmuje słów moich, ma swego sędziego: Słowo, które głosiłem, sądzić go będzie w dniu ostatecznym
(Jana 12, 47-48).

Umiłowani, miłujmy się nawzajem, gdyż miłość jest z Boga, i każdy, kto miłuje, z Boga się narodził i zna Boga (1 Jana 4, 7). W miłości nie ma bojaźni, wszak doskonała miłość usuwa bojaźń, gdyż bojaźń drży przed karą; kto się więc boi, nie jest doskonały w miłości (1 Jana 4, 18).

Dociekając prawdy w wyznaniach potrzeba wiele ostrożności, obserwacji ludzi, ich codziennego życia. W obserwacjach też można się pomylić. Pochłaniają one dużo czasu, a i tak można popełnić błędy, dlatego Pan Jezus ostrzega nas przed osądami.

Jest jedna droga do Boga przez Jezusa Chrystusa. Ta droga jest opisana w Ewangeliach
i naukach Nowego Testamentu. Jeżeli wprowadzimy w naszym życiu w czyn słowa naszego nauczyciela, Jezusa Chrystusa, na pewno się nie zawiedziemy.

Spełniły się moje marzenia, pragnienia z pierwszej modlitwy z czasów dzieciństwa, chociaż ten proces trwał ponad 20 lat. Bóg dał mi poznać wiele tajemnic. Mogłem również osobiście doznawać mocy Bożej i ukierunkowania w moim życiu. Jestem wdzięczny mojemu Bogu
za tak wspaniałe prowadzenie, pomimo że nie zawsze wszystko rozumiałem i dziś również nie wszystko rozumiem.

Po dyskusjach z przedstawicielami różnych wyznań, miałem jeszcze wątpliwości,
co do święcenia sabatu. Nikt nie potrafił mnie przekonać, czy sabat obowiązuje czy nie.
W końcu Pan Bóg pokierował mnie na werset: I położę kres wszelkiemu jej weselu, jej świętom, jej nowiom, jej sabatom i wszelkim jej uroczystościom (Oz. 2, 13).

To był dla mnie wstęp na przyjęcie chrztu wodnego (21.06.1981r.). Nie było już dla mnie żadnych przeszkód, aby to, co się zrodziło w moim sercu, wyrazić na zewnątrz przed samym Jezusem Chrystusem i towarzyszącymi nowymi braćmi oraz siostrami. Po zawarciu przymierza z Bogiem, w pełni radości i entuzjazmu, zaczęły się początki uczęszczania na zgromadzenia, które odbywały się jeszcze w mieszkaniach braci na terenie Lubina i okolic. Wraz ze mną zawierała przymierze z Bogiem moja mama. Była moją towarzyszką w dociekaniach biblijnych, prawie wszędzie kroczyliśmy razem. W naszym mieszkaniu prawie codziennie zbierały się siostry, również często bracia, gdzie śpiewaliśmy pieśni nabożne, słuchaliśmy kaset.

Ja i mama jako pierwsi z okolic Lubina przyjęliśmy chrzest wodny. Po dwóch latach zawarła przymierze moja żona. Bardzo to przeżywała, ponieważ dla niej osobiście uczyniono tak wielką uroczystość. Do dziś wspomina ten akt radości. Bracia zabierali mnie na nabożeństwa do innych zborów w Polsce. I tak zaczęła się moja praca na niwie Bożej. Niedługo trzeba było czekać na pierwsze snopy tam, gdzie zostało zasiane Słowo Boże. W krótkim czasie przymierze z Bogiem zawarło także moje rodzeństwo: dwie starsze siostry i brat. Nie namawiałem ich do podjęcia tak ważnej decyzji. Uczynili to jedynie przez słuchanie rozmów w naszym mieszkaniu, pieśni i uczestniczenie w domowych zgromadzeniach.

Widać było działanie Boże. Trzeba było się starać o większe pomieszczenie,
bo w mieszkaniach nie mogliśmy się już zmieścić. Tak Bóg sprawił, że bracia starsi zadbali
o większe lokum na zgromadzenia, a nawet na niewielkie koncerty.

W późniejszym czasie wybudowaliśmy Dom Modlitwy przy ul. Budowniczych LGOM 10, gdzie do chwili obecnej się zgromadzamy. Nie mogę się oprzeć radości, że cała moja rodzina uwierzyła i pracuje na niwie Bożej.

Nie tak dawno, w tym roku, pewne braterstwo (z moich pierwszych snopów) napisało list dziękczynny, oznajmiając mi, że Bóg posłał mnie jako sługę do ich domu, gdzie ewangelia Jezusa Chrystusa wykonała pracę. Często nas odwiedzają i razem dziękujemy za cenny dar Boży.

Bóg potrafi zastawić się o swoje dzieło zbawienia, potwierdzając to swoimi znamionami, darami oraz obietnicami zawartymi w Jego Słowie. Można cieszyć się już tutaj na ziemi wieloma obietnicami naszego Pana Jezusa Chrystusa. Potrzeba tylko zaufać Bogu, nie ludziom, chociaż niektórzy ludzie, prowadzeni Duchem Bożym, mogą również pokazać drogę zbawienia. Otrzymując ratunek, mamy pewność życia wiecznego. To jest największe błogosławieństwo dla człowieka. Wiele w tym stanie otrzymujemy radości i pokoju. Nie sposób wszystkiego opisać, co Bóg przygotował dla tych, którzy w Niego uwierzyli. Urzeczywistnia się to od założenia świata, w chwili obecnej i aż do wypełnienia czasu łaski w Jego planie zbawienia, także dla narodu, który On umiłował.

Trudno jest to wszystko opisać, tak dużo tego było… Latem minęło 34 lata służby dla Pana. Teraz cieszę się, że moje dzieci, synowie, córki, zięciowie i synowe oraz ich dzieci, a nasi wnukowie, służą Panu. Za to niech będzie we wszystkim Bóg uwielbiony. A dzieci nasze
i ich dzieci niech będą błogosławione, aby mogły wytrwać w Panu do końca.

Życzę również błogosławieństwa Bożego wszystkim wierzącym naszego zboru jak również wszystkim wierzącym po wszystkich krańcach ziemi. Niech się Bóg uwielbi w swoim dziele.

Jeślibym mógł udzielić rady dla rozwoju zboru i dzieła Bożego, to starałbym się zaangażować wszystkich członków Kościoła Bożego (zboru) w pracę na niwie Bożej według udzielonej łaski, jaką dysponują, aby każdy mógł wnosić wkład jako członek Kościoła i Oblubienicy Bożej.

Myślę, że można by było pisać bez ustanku o cudownym dziele Bożym, które przygotował dla człowieka, ale i tak nie dałoby się tego wszystkiego spisać, co oferuje nam Bóg w Jezusie Chrystusie, a co przekazuje nam Biblia.

Wierzę, że Bóg ma we wszystkim swój plan. Poddaję się Jego woli i proszę, aby pozwolił mi wytrwać we wszystkim. Proszę też o wsparcie w modlitwach w moich dolegliwościach, które przyszło mi znosić. Niech we wszystkim będzie wola Boża. Niech Bóg, nasz Ojciec, i Jezus Chrystus będzie uwielbiony w swoim dziele.

Życzę Bożego błogosławieństwa wszystkim braciom i siostrom oraz sympatykom, którzy pragną iść drogą Jezusa Chrystusa. Tym, którzy się na tej drodze znajdują, aby nie zboczyli, nie chybili celu w tak cudownym Bożym dziele życia wiecznego.

Amen

 

Lubin, marzec 2016