logotype

Werset na dziś

Albowiem Pan nie odrzuca na wieki: Gdy zasmuca, znowu się lituje według obfitości swojej łaski. Treny 3.31-32

Nabożeństwa

niedziela 10.00

wtorek 18.00

 czwartek: 18.00 (modlitewne)

Terminarz

lipiec 2017
P W Ś C Pt S N
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6
„… przyjdźcie do mnie wszyscy…”

11 lutego 2014, siostra Ela

elaOd zawsze, jak tylko sięgam pamięcią, bałam się gniewu Boga. Jednak ten strach nie uchronił mnie przed grzechem.

Wychowałam się w rodzinie katolickiej, ale nie było u nas wspólnych modlitw czy różańców. W domu rodzinnym najbardziej kochała mnie moja babcia i ona okazywała mi uczucia. Mama i tato – bardzo mało. Dzieciństwo miałam spokoje, ale nie było w nim ciepła. Za mąż wyszłam zaraz po maturze, byłam w ciąży. Mąż był i jest bardzo ważny w moim życiu.

Byłam bardzo młoda i zakochana. Popełniłam parę błędów. Te parę głupich posunięć ułożyło się w takie dramaty, które jeszcze po dziesiątkach lat kładą się cieniem na moje małżeństwo. Mamy troje udanych dzieci. Praca, obowiązki stwarzały wiele sprzeczek, kłótni. Zazdrość męża osłabiała nasze uczucie. W tym wszystkim odegrałam jedną z głównych ról. Nie pomogły zapewnienia. Raz utraconego zaufania nie można odzyskać do dzisiaj.

Myślałam o sobie, jako o ofierze. Życie stało się ciężkie, ten ciężar narastał przez lata. Miałam do wszystkich pretensje, do Pana Boga też. Byłam oskarżana, obrażana, poniżana. Nie byłam aż tak winna, by tak cierpieć. W tym czasie moje wyobrażenie o grzechu było całkiem inne. Choć było mi bardzo ciężko, zawsze chciałam ratować woje małżeństwo. W tamtym czasie na rynku zaczęły się pojawiać gazety, a potem książki ezoteryczne. Zaczęłam je czytać, czytać horoskopy, chodzić na wróżby, wykonywać różne rytuały. Wszystko z myślą o poprawie mego małżeństwa. Załagodzenia były krótkotrwałe. Tak naprawdę nic nie pomagało.

Dwanaście lat temu zainteresowałam się pewną sektą, teraz tak mogę nazwać tę organizację. Było to Życie Uniwersalne w Würzburgu. Kupowałam książki i czytałam je, ale ukojenie przychodziło na krótko, potem znów popadałam w stany przygnębienia. Smutki zajadałam najczęściej słodyczami. Byłam drażliwa, kąśliwa i zawsze gotowa do kłótni.

Poszukiwałam czegoś, jakiejś prawdy, wyjaśnienia. Chciałam wypełnić pustkę, jaka trwała we mnie. Wszystko bez skutku.

Wtedy poznałam parę wersetów z Biblii, m.in. „… przyjdźcie do mnie wszyscy…” z ewangelii Mateusza. Modliłam się do Jezusa, a jednak przez długie lata jeszcze błądziłam.

Gdy w moim małżeństwie było już tak źle, że zaczęliśmy rozmawiać o rozwodzie, coś zaczęło się zmieniać. Będąc za granicą, miałam dostęp do Internetu i dużo wolnego czasu. Pewnego razu pomyślałam sobie, że to niemożliwe, żeby korzystać z komputera tylko po to, by oglądać w nim bzdury. I stało się. Zaczęłam wchodzić na strony, gdzie mówiono o Panu Bogu i Jezusie z wielką miłością, oddaniem i wiarą, z wielką pasją. Byłam zdziwiona i zaszokowana skromnością tych ludzi. Chciałam czuć to, co oni, i być taka jak oni. Już wiedziałam, za czym gnałam przez te wszystkie lata. Szukałam Boga jedynego i Jego Syna, Jezusa Chrystusa. Miłości i bezpieczeństwa, które są nam przyobiecane.

Przed dwoma laty oddałam się w opiekę Jezusowi Chrystusowi. Upadłam przed Panem Bogiem na kolana, by wyznać Mu swoje grzechy i nie potrafiłam wymówić ani jednego słowa. Dopiero jak zawołałam: „Panie Boże, pomóż mi, proszę! Chcę wyznać Tobie wszystkie moje grzechy!” – puściło. Mówiłam i płakałam, a potem przyszła ogromna ulga.

Wiedziałam już, że następnym krokiem jest chrzest wodny. Napisałam na stronę CHLEB Z NIEBA, że chciałabym się ochrzcić, ale nie w zborze. Bałam się, żeby znów w coś nie wdepnąć. Odpowiedziano mi, że sama nie dam sobie rady, że bez społeczności zginę. Gdy podałam, gdzie mieszkam, wskazano mi zbór w Lubinie i pastora Janika. Napisałam do pastora, który zaprosił mnie na chrześcijański koncert chóru. Skorzystałam z tego. Po koncercie otoczył mnie wianuszek sióstr i braci. I tak lepiej poznałam pastora i braterstwo Wieczorów, którzy bardzo mi pomogli i pomagają nadal. Wiem, że zawsze mogę na nich liczyć. Pan Bóg zatroszczył się o wszystko, nawet o to, bym mogła jeździć do zboru.

W tym czasie modliłam się do Pana Jezusa o swoje małżeństwo. Po upływie miesiąca nastąpiła znaczna poprawa. Ja jednak nadal, codziennie, modlę się za męża, dzieci i wnuki.

Życie mam nadal dość skomplikowane, ale codziennie powierzam je Panu Jezusowi i opiece Bożej. Dziękuję też za łaskę, jaką Bóg mi okazał, pozwalając zbliżyć się do siebie.

Dziewiątego czerwca 2013 r. przyjęłam chrzest wodny, a zbór w Lubinie stał się moją rodziną. Boże, chwała Ci za to na wieki.