logotype

Werset na dziś

Albowiem ja wiem, jakie myśli mam o was - mówi Pan - myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją. Jer.29.11

Terminarz

wrzesień 2018
P W Ś C Pt S N
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Społeczność świętych

23 czerwca 2018, Wiesław Janik

spolecznosc

Czytając Pismo Święte, dowiadujemy się na podstawie opisów Bożego działania, że wszystko, co Bóg stworzył, jest tak doskonałe i zupełne, że nie wymaga żadnych poprawek ani nowelizacji.  

Stworzonemu człowiekowi Pan zapewnił to, co dla niego najważniejsze, a mianowicie społeczność, czyli ścisły kontakt z kimś drugim, z którym mógłby on dzielić swoje uczucia, radość, zamiary czy też obawy.
    Kiedy Bóg stworzył mężczyznę, zauważył, że nie może on być sam jako człowiek. Tak czytamy w I Mojż. 2, 18: „Niedobrze jest człowiekowi, gdy jest sam. Uczynię mu pomoc odpowiednią dla niego”. Ponieważ wszelkie stworzone zwierzęta, ptaki i ryby nie spełniały warunków, aby człowiek mógł się z nimi porozumieć czy mieć społeczność, dlatego też Bóg w precyzyjny i cudowny sposób stworzył drugą osobę, kobietę, biorąc do tego cząstkę z mężczyzny: „Wtedy zesłał Pan Bóg głęboki sen na człowieka, tak że zasnął. Potem wyjął jedno z jego żeber i wypełnił ciałem to miejsce. A z żebra, które wyjął z człowieka, ukształtował Pan Bóg kobietę i przyprowadził ją do człowieka” (I Mojż. 2, 21-22).
    Wtedy dopiero mężczyzna poczuł się spełniony, bo miał obok siebie drugą osobę, podobną do siebie pod wieloma względami, a jednak częściowo inną, ale wspólnie razem tworzyli jedność.   Tak Bóg stworzył najmniejszą komórkę społeczności – małżeństwo.
   Ale nie na tym koniec, bo człowiek, a następnie ludzie, potrzebują społeczności, kontaktów i relacji ze sobą w zakresie małżeństwa, rodziny i Kościoła. Pojawia się zatem pytanie: Na czym polega rzeczywista społeczność?
    Otóż społeczność to relacja dwóch lub więcej osób zespolonych we wspólnym celu, zrozumieniu, przeżyciach, oczekiwaniach i uczuciach. W obecnym czasie, gdy ziemię zamieszkują miliardy ludzi, istnieją społeczności o różnych kierunkach i charakterze.
    W tym artykule zachęcam czytelników, abyśmy zastanowili się nad wartością, zasadami i korzyściami wynikającymi ze społeczności świętych ludzi, czyli Kościoła jako ciała Chrystusowego. Abyśmy mogli poznać i zrozumieć ten temat, musimy otworzyć Biblię i dokładnie odczytać miejsca mówiące o społeczności.
    Zacznijmy od 1 listu Jana 1, 3-4: „Co widzieliśmy i słyszeliśmy, to i wam zwiastujemy, abyście i wy społeczność z nami mieli. A społeczność nasza jest społecznością z Ojcem i z Synem jego, Jezusem Chrystusem. A to piszemy, aby radość nasza była pełna”. Zauważamy tutaj, że Jan mówi o dwóch zakresach społeczności. Jedna społeczność (pionowa) – z Bogiem Ojcem i Synem Jego, Jezusem Chrystusem. Druga społeczność (pozioma) – pomiędzy ludźmi jako członkami ciała Chrystusowego.
    W pierwszej kolejności rozważmy, kto może mieć społeczność z Ojcem i Jego Synem, jakie warunki muszą być ku temu spełnione i na czym ona polega.
    Otóż jak wiemy, pierwsi ludzie w sadzie Eden mieli ścisłą społeczność z Bogiem. Gdy popełnili grzech, sami uciekali i kryli się przed Bogiem, dlatego Bóg usunął ich stamtąd. Od tego czasu powstał mur nieprzyjaźni pomiędzy Bogiem a ludźmi, którym jest grzech i śmierć duchowa. Tak oto utracona została cenna społeczność pomiędzy ludźmi a Bogiem. Ap. Paweł tak to określił: „Byliście w tym czasie bez Chrystusa, dalecy od społeczności izraelskiej i obcy przymierzom zawierającym obietnice, nie mający nadziei i bez Boga na świecie” (Efez. 2, 12).
     Obecnie jedynym warunkiem i drogą do przywrócenia tej utraconej społeczności jest przyjęcie Bożej rękojmi pojednania, którą nam udostępnił przez zesłanie swego Syna Jezusa Chrystusa. Tak jest napisane: „Albowiem On jest pokojem naszym, On sprawił, że z dwojga jedność powstała i zburzył w ciele swoim stojącą pośrodku przegrodę z muru nieprzyjaźni,... i pojednać obydwóch z Bogiem w jednym ciele przez krzyż, zniweczywszy na nim nieprzyjaźń” (Efez. 2, 14-19). A ewangelista Jan tak to określił: „Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym którzy wierzą w imię Jego” (Jan 1, 11-13). Natomiast te osoby, które już doświadczyły tej przemiany, są zobowiązane do trwania i posłuszeństwa Jego przykazaniom, bo od tego uzależniona jest duchowa społeczność z Bogiem. Pan Jezus tak powiedział: „Jeśli kto mnie miłuje, słowa mego przestrzegać będzie i Ojciec mój umiłuje go i do niego przyjdziemy, i u niego zamieszkamy” (Jan 14, 23).
    Jakie to jest cudowne i pocieszające, że sam Bóg pierwszy wyszedł z pomocą dla nas i chce z nami mieć społeczność, stworzył wszelkie warunki ku temu, a także powołał nas w tym celu. Tak jest też napisane: „Wierny jest Bóg, który was powołał do społeczności Syna swego Jezusa Chrystusa, Pana naszego” (1 Kor. 1, 9). Natomiast tym, którzy przyjmują i doceniają tę łaskę, daruje swego Ducha Świętego jako zadatek wiecznego dziedzictwa ku życiu wiecznemu: „A ponieważ jesteście synami, przeto Bóg zesłał Ducha Syna Swego do serc waszych, wołającego: Abba Ojcze” (Gal. 4,  4-7). Ale uwaga! Tutaj jest ostrzeżenie. Aby utrzymać tę błogosławioną społeczność z Ojcem i Jezusem Chrystusem, postawiony został bardzo ważny warunek: Bóg nie zgodzi się nigdy na to, abyśmy równolegle utrzymywali społeczność z Nim oraz ze światem i duchem tego świata. Ap. Paweł wyraźnie poinformował nas o tym: „Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi, bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością, albo jaka społeczność między światłością a ciemnością.... Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego się nie dotykajcie. A ja przyjmę was” (2 Kor. 6, 14-18). Przeczytaj też Jak. 4, 4.
    Tak, to my musimy zająć jednoznaczne stanowisko w tej sprawie, jeżeli chcemy mieć stałą społeczność z Bogiem. Myślę, że nie powinniśmy mieć trudności w tym wyborze, z kim korzystniej jest mieć duchową społeczność.
    Przejdźmy teraz do drugiego zakresu społeczności. Społeczności poziomej, to znaczy w relacjach między sobą  jako rodzina Boża w Chrystusie.
    Chcę tutaj podkreślić, że w tym zakresie społeczność, w pełnym jej znaczeniu, jest możliwa tylko na fundamencie społeczności z Bogiem i Jezusem Chrystusem. To znaczy, abyśmy mogli przebywać ze sobą w tej prawdziwej  duchowej społeczności, to każdy z nas musi aktualnie mieć społeczność z Bogiem i chodzić w Jego światłości. Tak napisane jest w Biblii: „Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości, społeczność mamy z sobą, i krew Jezusa Chrystusa Syna  Jego oczyszcza nas od wszelkiego grzechu” (1 Jana 1, 7). Społeczność Bożych dzieci nie polega tylko na przynależności do jednego związku wyznaniowego czy to lokalnego Zboru lub siedzenie obok siebie na nabożeństwie. Czynnikiem powodującym i utrzymującym tę społeczność jest wspólna wiara, wspólny cel, wspólna nadzieja, ten sam Duch Św., jeden Bóg i Jezus Chrystus.
    Pismo powiada: „Starając się zachować jedność ducha  w spójni pokoju. Jedno ciało,  jeden Duch, jak też powołani jesteście do jednej nadziei, która należy do waszego powołania...” (Efez. 4, 3-6). Właśnie taka postawa wszystkich umacnia proces duchowej spoistości, rozwoju i funkcjonowania ciała Chrystusowego, tak jak napisane: „Z którego całe ciało spojone i związane przez wszystkie wzajemnie się zasilające stawy według zgodnego z przeznaczeniem działania, każdego poszczególnego członka, rośnie i buduje siebie samo w miłości” (Efez. 4, 16).
    O! Jak dobrze być w takiej społeczności. Tam nie ma znaczenia wystrój budynku zborowego, ilość członków zboru czy też kondycja finansowa w zborze, ale wzajemne relacje o jakich napisane jest w Ps.133: „O, jak dobrze i miło, gdy bracia w zgodzie mieszkają.”. W takiej społeczności ludzie tęsknią za sobą, pragną jak najwięcej przebywać ze sobą. Dzielą się swoimi przeżyciami z Bogiem, błogosławią się wzajemnie lub też proszą jedni drugich o modlitwę za sobą. Nawet oprócz nabożeństw zapraszają się wzajemnie, aby tylko porozmawiać, pomodlić się razem czy też pomóc potrzebującym.
    Przypominam sobie dawne lata, gdy jeszcze nie było takich środków lokomocji jak obecnie. Ludzie wierzący szli wiele kilometrów na piechotę do miejsca nabożeństwa, aby tylko być razem, pomodlić się, zaśpiewać pieśni na chwałę Bogu. Z radością się witali, a ze łzami rozstawali, błogosławiąc się wzajemnie. Gdzie te czasy się podziały? Jak wiele się zmieniło? Ze smutkiem należy przyznać, że w obecnym czasie, mając coraz lepsze warunki, kościoły oraz lokalne zbory cierpią na brak rzeczywistej społeczności jedni z drugimi. Coraz wyraźniej pogłębia się obcość wobec siebie. Ludzie przychodzą do zboru na nabożeństwo, siadają obok siebie, modlą się, śpiewają pieśni, wysłuchają jednego kazania i wychodzą. W niektórych  przypadkach tylko podadzą sobie rękę, wypowiadając krótkie pozdrowienie. Często nie znają się z nazwiska ani imienia, nie mówiąc już o zainteresowaniu się sobą wzajemnie. A przecież nadal tak bardzo potrzebujemy się wzajemnie do społecznego zbudowania. Naturalnie czujemy potrzebę, aby kochać i być kochanym, porozmawiać, podzielić się przeżywaną radością lub smutkiem. Potrzebujemy tego jak powietrza do oddychania i wody do picia. Gdzie mamy zaspokoić te potrzeby, jeśli nie będzie tego w społeczności świętych dzieci Bożych? Jeszcze raz wołam: Potrzebujemy się wzajemnie! Nie dopuszczajmy do takiego stanu wśród nas, przed którym ostrzega Ap. Paweł w 1 Kor. 12, 12-22: „ …Nie może więc oko powiedzieć ręce: nie potrzebuję ciebie, albo głowa nogom: nie potrzebuję was... Aby nie było w ciele rozdwojenia, lecz aby członki miały nawzajem o siebie jednakie staranie”.
    Mam nadzieję, że wszyscy czytelnicy zgodzą się z tym, że tak być powinno. Ale pojawia się przy tym pytanie: Kto to ma sprawić, zadbać o to, aby taka była społeczność, wzajemne zainteresowanie i troska jedni o drugich? Są ludzie, którzy twierdzą, że to pastor ma zadbać o takie relacje. Zgadzam się z tym, że pastor oraz kaznodzieje powinni pouczać i zachęcać do tego zborowników, będąc przy tym przykładem takiego działania. Inni z kolei oczekują, aby drudzy członkowie zboru wobec nich okazywali troskę i pomoc, nie dając w zamian nic ze swej strony.   Natomiast prawda jest taka, że aby mogła funkcjonować rzeczywista społeczność, to każda osoba ze swej strony musi dołożyć starania do tego.
    Pan Jezus tak powiedział: „A więc wszystko, cobyście chcieli, aby wam ludzie czynili, to i wy im czyńcie, taki bowiem jest zakon i prorocy” (Mat. 6, 12). Wniosek z tego wynika, że utrzymanie i pogłębianie społeczności w lokalnych zborach jest obowiązkiem wszystkich członków ciała Chrystusowego i wymaga trwałego wysiłku oraz działania w tym kierunku.
    Na zakończenie chcę przypomnieć, szanownym czytelnikom, pragnącym takiej właśnie społeczności, jakie aspekty spowodują taki stan rzeczy.
 Receptę podaje nam Biblia, która zachęca nas do tego, abyśmy:
1.  wzajemnie się miłowali (2 Tes.1, 3).
2.  często odwiedzali (Hebr. 10, 24-25).
3.  pomagali sobie, byli wobec siebie szczerzy (2 Kor. 9, 12-14).
4.  umieli zachować się pokornie i okazać szacunek innym (Filip. 2, 1-4).
5.   trwali w uprzejmości i wzajemnym przebaczaniu sobie (Efez. 4, 32).
6.   wykazywali współczucie i cierpliwość wobec siebie (Kol. 3, 12).
7.   wykazywali zaufanie wobec braci i sióstr (2 Kor. 7, 4).
    Tak, o taką właśnie społeczność i jedność modlił się Pan Jezus do Ojca przed swoją śmiercią: „A nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy przez ich słowo uwierzą we mnie. Aby wszyscy byli jedno, jak Ty Ojcze we mnie, a ja w Tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś” (Jan 17, 20-21).
    Więc cóż, pozostaje nam tylko zawołać słowami Psalmu 16, 2-3: „Rzekłem do Pana: Tyś Panem moim, nie ma dla mnie dobra poza Tobą. Do świętych zaś, którzy są na ziemi: To są szlachetni, w nich mam całe upodobanie”. I potwierdźmy to naszym osobistym życiem, a Bóg pokoju będzie z nami.